Pomorskie Rody Garncarskie Drukuj

 

Anna Kwaśniewska
Dr hab. prof. UG Wydział Historyczny

 

 

POMORSKIE RODY GARNCARSKIE


 

Garncarstwo należy do najstarszych i najbardziej rozwiniętych dziedzin wytwórczości ludowej. Terminem tym pierwotnie określano umiejętność wykonywania glinianych naczyń użytkowych. Garncarstwo w takim rozumieniu istniało na terenie Pomorza Wschodniego do lat 80- tych XIX wieku, kiedy to ożywienie gospodarcze w Prusach i związany z tym rozwój przemysłu spowodowały napływ na wieś pomorską tanich wyrobów blaszanych i fajansowych fabrycznej produkcji. Wyparły one w krótkim czasie rodzime naczynia gliniane codziennego użytku, powodu­jąc upadek powszechnego dotąd rzemiosła garncarskiego. W końcu XIX w. drastycznie zmniejszyła się liczba warsztatów garncarskich na Pomorzu. Niektóre z nich aby przetrwać przestawiły się na produkcję kafli pieco­wych i wyrób doniczek do kwiatów.

W początkach XX wieku narodził się na Kaszubach ruch społeczno- kulturalny stawiający sobie za zadanie m.in. ochronę i podtrzymanie rodzimej sztuki oraz rękodzieła ludowego. Pod wpływem miejscowych regionalistów a zwłaszcza Izydora i Teodory Gulgowskich część warsztatów garncarskich reaktywowała swoją działalność przestawiając się na wy­rób ceramiki ozdobnej w oparciu o starą technologię i wzbogacone wzor­nictwo . Ceramika ta była robiona z myślą o nowym odbiorcy- odbiorcy miejskim.

Niektóre z warsztatów, które wznowiły działalność w okresie między­wojennym prosperowały bardzo dobrze. Tak było z warsztatami Necla w Chmielnie i Meisnera w Kartuzach. Ceramika z warsztatu Necla stała się w okresie międzywojennym znana w całej Polsce dzięki promocji jej przez Towarzystwo Popierania Przemysłu Ludowego w Warszawie. Stała się też synonimem ludowej ceramiki kaszubskiej.

Używając terminu "garncarz" będziemy nim określali zarówno dawnych rzemieślników wykonujących gliniane naczynia użytkowe jak i ich XX-o wiecznych kontynuatorów wytwarzających ceramikę ozdobna z myślą o odbiorcy miejskim.

Występujące na terenie Pomorza Wschodniego bogate złoża gliny stanowiły podstawę działalności licznych warsztatów garncarskich roz­sianych po wsiach i miastach regionu. Do drugiej połowy XIX wieku wytwa­rzały one cały asortyment naczyń codziennego użytku zaspokajających potrzeby mieszkańców tego terenu. Garncarstwo należało do rzemiosł specjalistycznych działających w oparciu o organizację cechową. Było zazwyczaj kontynuowane przez dziedziczenie warsztatu i pieca dzięki czemu powstały całe rody garncarskie o tradycji sięgającej kilku po­koleń. Najbardziej znane na Pomorzu rody garncarskie to Budzyńscy, Krzemkowscy, Neclowie, Sielke, Adamczykowie i Meissnerowie. One to będą przedmiotem naszego artykułu.

Warsztaty garncarskie były warsztatami rodzinnymi. W pracy garnca­rzowi pomagała żona, która najczęściej zajmowała się zdobieniem naczyń. Dzieci od najmłodszych lat w pracowni obserwowały proces produkcji, a niektóre czynności starały się naśladować w zabawach. Stopniowo wciąga­ne do pomocy nabierały orientacji w zawodzie. W ten sposób chłopiec dorastając stawał się pełnowartościowym pracownikiem. Do czasu usamo­dzielnienia się synowie pracowali u ojca. Jeden z nich dziedziczył war­sztat a pozostali zakładali własne pracownie, bądź pracowali u brata. Większe warsztaty zatrudniały uczniów i czeladników. Na przykład Augu­styn Budzyński zatrudniał w swoim warsztacie 3 uczniów i 6-7 czeladni­ków. Uczniowie zamiejscowi mieszkali zazwyczaj u majstra, otrzymując od niego również wikt i opierunek. Nauka zawodu trwała trzy lata. W trzecim roku nauki płacono uczniom w końcu XIX wieku jedną markę tygodniowo. Po zakończeniu nauki uczeń zdawał egzamin przed komisją egzaminacyjną. Egzamin składał się z części teoretycznej i praktycznej. Część teorety­czna sprawdzała umiejętność pisania i liczenia ucznia. Natomiast w części praktycznej kandydat na czeladnika musiał wykonać pracę zleconą przez komisję. Najczęściej wytoczyć garnek lub miskę. Zachowane akta cechowe cechu garncarskiego w Skarszewach i częściowo w Kościerzynie zawierają protokoły egzaminów czeladniczych od połowy XIX wieku aż do rozwiązania cechu zduńsko-garncarskiego w Kościerzynie w 1936 r.

Mimo naturalnego niejako sposobu nabywania wiedzy w rodzinnym warsztacie naukę rzemiosła kontynuowano często w innych pracowniach.Na przykład Augustyn Budzyński z bratem z Kościerzyny uczyli się u majstra Conrada w Malborku, Franciszek Necel uczył się w Kosach. Garncarze byli ludźmi ruchliwymi. Dzięki czemu poznawali wiele tajników stosowanych przez różne warsztaty. Wskutek wędrówek zawodowych, sil­nych tradycji rzemiosła niemieckiego oraz bliskości Gdańska i Malbork z jego warsztatami ludowe garncarstwo na Pomorzu osiągnęło wysoki po­ziom technologiczny. Przez niektórych znawców zagadnienia zaliczane jest do półmajoliki.

Wyroby garncarzy pomorskich cechowała wysoka jakość. Wszystkie naczynia były glazurowane czasem tylko wewnątrz. Dwojaki, miski, dzbanki zdobiono malowanym ręcznie ornamentem kwiatowym. Nie wytwarzano tutaj ceramiki siwej czyli tzw. "siwaków” popularnych i wytwarzanych do dzisiaj w kilku regionach Polski.

Asortyment tradycyjnych wyrobów garncarskich był szeroki i obejmo- wał: dzbany do mleka i wody, różnej wielkości miski, miseczki do jedzenia dwojaki do noszenia potraw w pole, a przede wszystkim różnej wielkości garnki. Poza tym robiono ozdobne kropielniczki na wodę święconą a garncarze o uzdolnieniach plastycznych lepili gliniane zabawki dla dzieci. Część garncarzy wykonywała też kafle piecowe. W okresie upadku garncarstwa właśnie wyrób kafli i usługi zduńskie zadecydowały o prze­trwaniu wielu rodzin garncarskich. Stąd też zapewne pochodzi określenie "zdun" którym na Pomorzu określano zarówno zduna jak i garncarza. Nie było rodzimego odpowiednika słowa "Garncarz”. W użyciu było niemieckie "Töpfermeister" oraz wspomniane już "zdun".

XX-o wieczna produkcja reaktywowanych warsztatów garncarskich różniła się w zdecydowanych sposób od wyrobów XIX-o wiecznych. Była to ceramika o charakterze dekoracyjnym. Stąd też przywiązywano dużą wagę do wykończenia wyrobów czyli pokrycia ich barwnymi polewami i malowanymi ręcznie wzorami. Zmienił się też asortyment wyrobów. Zaczęto wytwarzać malowane talerze do zawieszania na ścianę, świeczniki, serwis do kawy, miniaturowe dwojaki, popielniczki, a przede wszystkim różnej wielkości wazony często ogromnych rozmiarów, które dawał garncarzom możli­wość popisania się swoimi umiejętnościami.

Na obszarze południowych Kaszub największe tradycje w dziedzinie garncarstwa mają Kościerzyna i okolice. Jak podają źródła w powiecie kościerskim w 1861 roku było zarejestrowanych 18 garncarzy. Najstarszymi znanymi garncarzami w Kościerzynie byli Waldmann i Jakob Kopro­wski. Figurują oni w aktach cechu garncarskiego w Skarszewach z pierwszej połowy XIX wieku, do którego należeli. W XIX wieku warsztaty garncarskie w Kościerzynie prowadzili także Fryderyk Mielke/1852-1908/,Niemiec, urodzony w Kościerzynie. Początkowo robił naczynia użytkowe czyli "sta­tki” , później przestawił się wyłącznie na produkcję kafli. Inni garnca­rze kościerscy to Gustaw Neumann /zm.w 48741895/,Dobiat /zm.w 1880/, Franciszek Perszka/zm.w 1876 /,Seidler /zm.w 1874/,Antoni Połczyński /1847-1932/który około 1880 roku porzucił fach garncarski i Jan Ruchniwicz /1822-1897/. Jednak najbardziej znane kościerskie rody garncar­skie to Budzyńscy i Neclowie.

Rodzina Budzyńskich przyszła na początku XIX wieku do Kościerzyny z Poznańskiego. Syn Augustyn Budzyński /1848-1918/ urodzony już w Kościerzynie garncarskiego fachu uczył się u Jana Ruchniewicza w Kościerzy­nie a następnie u mistrza Conrada w Malborku który miał warsztat przy ulicy Muhlengraben 768 /Młyńskiej/ .W Malborku też jako garncarz pracował brat Augustyna Anton ur.w 1891 r. W celu dalszej nauki i podniesienia kwalifikacji Augustyn przez trzy lata pracował w Torunia. Jako poddany cesarza niemieckiego brał udział w wojnie francusko-pru­skiej 1870/71.Po powrocie z wojny ożenił się z Agatą Magnus /ur.l85l/ córką czapnika i kuśnierza z Kościerzyny. Przeprowadził się do domu żony i otworzył własną pracownię.Agata i Augustyn Budzyńscy mieli czterech synów, którzy uczyli się zawodu garncarskiego u ojca. W rodzinnym mieście przebywali do czasu zdobycia kwalifikacji i zgromadzenia środków potrzebnych do otworze­nia własnego warsztatu. I tak syn Augustyn/junior/ w 1901 roku wy­jechał do powiatu sztumskiego, gdzie założył własny warsztat lecz nie toczył już garnków a jedynie produkował kafle oraz stawiał piece. Po I wojnie światowej przeniósł się do Skarszew i zajmował się wyłącznie usługami zduńskimi. Dwaj inni synowie trudnili się od początku stawianiem pieców, co było zjawiskiem charakterystycznym dla przełomu XIX i XX wieku. Charakterystyczna była także w tym czasie migracja garncarzy pomorskich na tereny na wschód od Wisły / Powiśle, Żuławy/.

Tradycję garncarską rodu Budzyńskich kontynuował syn Józef ur. w 1879 r.. Garncarskiego fachu uczył się oczywiście u ojca. On też jako jedyny z braci pracował razem z ojcem przez 34 lata, a następnie po I wojnie światowej już sam prowadził warsztat.

Warsztat Budzyńskich był w końcu XIX wieku jednym z największych w Kościerzynie. Augustynowi w pracy pomagała żona Agata która, zajmowała się zdobieniem naczyń. Zatrudniał on też jak już wcześniej wspomniano 3 uczniów i 6-7 czeladników. Budzyński glinę do warsztatu czerpał ze swojego pola ,a później z Gapowa .Kopano ją zazwyczaj jesienią i zimą. Po przywiezieniu składowano ją na pryzmy i zostawiano aby przemarzła. Wiosną poddawano ją szlamowaniu struganiu i uplastycznianiu. Zimą także przygotowywano zapas drewna do opalania pieca garncarskiego. W warsztacie Augustyna Budzyńskiego wykonywano naczynia użytkowe jak miski, dwojaki , garnki, donice do tabaki Budzyński lepił też zabawki dla dzieci. Naczynia pokrywano jasnobrązową lub białą prześwitującą polewą. Czasem też zdobiono malowanym ręcznie ornamentem kwiatowym. Normal 0 21 false false false PL X-NONE X-NONE MicrosoftInternetExplorer4

Od lat 80-tych, XIX wieku produkowano ponadto kafle piecowe. Kafle te miały charakterystyczną białą prześwitującą polewę i ciemnowiśniowe kropki o Ich wymiary były zbliżone do prostokąta 22 x 21 cm. Kafle swoje sygnował na odwrocie odręcznym napisem ”Budzinsky” wyrytym w mokrej glinie i wypalonym. Oprócz kafli płaskich robiono też ozdobne kafle gzymsowe i zwieńczenia pieców czyli "korony”. Formy do kafli wykonywano najczęściej zimą, gdy było więcej czasu.

Jak już wspomniano kontynuatorem garncarskiej tradycji rodu Budzyńskich był Józef. Po odzyskaniu niepodległości, gdy w Kościerzynie utworzono cech zduńsko-garncarski Józef Budzyński został starszym cechu. Funkcję tę pełnił do l936 roku kiedy to Izba Rzemieślnicza w Toruniu przeprowadziła reorganizację podziału terenów działalności cechów zduńsko-garncarskich na Pomorzu. Po reorganizacji powiaty: kościerski, tczewski, starogardzki, morski i kartuski należały do okręgi; działalności cechu zduńsko-garncarskiego w Gdyni ,a powiaty chojnicki i sępoleński do okręgu działalności takiegoż cechu w Grudziądzu. Starosta powiatowy w Kościerzynie wniósł odwołanie od tej decyzji likwidujących w Kościerzynie. Jednak bezskutecznie. Cech garncarski w Kościerzynie z początkiem 1937 r. przestał istnieć. Józef Budzyński kontynuował swój zawód do II wojny światowej. Dom garncarskiej ro­dziny Budzyńskich - usytuowany tuż przy kościele św.Trójcy był dobrze znany mieszkańcom miasta. Tu nabywali potrzebne im naczynia i kafle piecowe. Dom był znany także z tego, że na ścianie frontowej domu umieszczono w celach reklamowych miniaturę pieca kaflowego. W okre­sie powojennym odnowiono, ale piec pozostawiono. Można go oglądać do dzisiaj.

Inną rodziną garncarską wywodzącą się z Kościerzyny są Neclowie w okresie międzywojennym i powojennym najbardziej znana kaszubska rodzina garncarska. O rodzinie tej napisano dużo zwłaszcza artykułów prasowych .Powstała wręcz całą literatura, która wykreowała Neclów na czołową rodzinę garncarską na Pomorzu, w której mówi się o 10-u poko­leniach garncarskiego rodu Neclów. Nikt nie podał źródeł tych faktów. W Kościerzynie urodził się i pracował jako garncarz Michał Necel /1831 —1895/ którego syn Franciszek około 1897 roku przeprowadził się do Chmielna i założył nową gałąź rodu Neclów. W aktach cechu garncarskiego w Skarszewach zachowały się dokumenty z 1855 roku będące świadectwem egzaminu cze­ladniczego Ignacego Nitzla / ówczesnej pisowni/najprawdopodobniej brata Michała .Oto treść dokumentu :

"Rozpatrywane w Kościerzynie 5 maja 1855.”

Dziś pojawia się miejscowy mistrz garncarski Joseph Nitzel i oświadc Syn mój Ignatz uczył się u mnie przez trzy lata zawodu garncarza a ponieważ tutaj nie ma żadnego cechu tegoż rzemiosła zatem proszę tegoż z Powiatowej Komisji Egzaminacyjnej o przeegzaminowanie syna na czeladnika.

mistrz garncarski Joseph Nit

" Rozpatrywane w Kościerzynie w maju 1855.”

Przed kościerską Powiatową Komisją Egzaminacyjną złożoną z :

1. Niżej podpisanego burmistrza jako przewodniczącego wyznaczonego przez Królewską Administrację/Rząd/ w Gdańsku.

2. Mistrzów egzaminacyjnych z /cechu/ garncarzy

· mistrza Joh. Ruchniewitz

· mistrza Gustav"Neumann

stawia się dziś uczeń garncarski /Topferlehring/lgnatz Nitzel /stąd/ z prośbą aby go przeegzaminować na czeladnika garncarskiego i wydać mu wymagane poświadczenie.

Dla uzasadnienia swego wniosku przekazuje swoją metrykę chrztu według której, urodził się tutaj 29 lipca 1833r.Od trzech lat uczył się zawodu u ojca mistrza garncarskiego Joseph Nitzel i nigdzie zgłosił się na egzamin. Jego rodzice żyją jeszcze i mieszkają na miejscu. Nie był jeszcze żołnierzem Ignatz Nitzel.Nato oświadcza mistrz garncarski Joseph Nitzel, że okres nauki swoje syna ucznia Ignatz Nitzel z zadowoleniem obserwował i nie ma żądnych uwag przeciw dopuszczeniu tegoż do egzaminu. Niżej podpisany burmistrz jako zarządca /administrator/ tej miejscowości dodaje urzędowe poświadczenie, że nie ma nic do zarzucenia przeciw moralnemu i obyczajnemu prowadzeniu się tegoż. Potem Ignatz Nitzel złożył przed komisją wymienioną na początku jako czeladnik egzamin teoretyczny i praktyczny i przewodniczący oświad­czył niniejszym że Nitzel posiada cechy na czeladnika garncarskiego i na znak tego oni tą przeczytaną rozprawę/protokół/ przyjmują i spełniają.

Joh. Ruchniewitz mistrz egzaminacyjny Gustav Neumann

Jest to najstarszy dokument potwierdzający w części ustne podania o historii rodu Neclów.

Franciszek Necel po przeniesieniu się do Chmielna przez jakiś czas pracował u różnych majstrów.

Chmielno stara wieś położona malowniczo między dwoma jeziorami była w XIX wieku znanym ośrodkiem garncarskim. Tu miał swoją garncarnię Wilhelm Habann / 1809 -1887/ Niemiec katolik. Ozdobny metalowy krzyż z jego grobu z napisem "Töpfermeister’’ znajduje się do dzisiaj przy kościele w Chmielnie, wśród najbardziej znanych mieszkańców miejscowości. Oprócz Habanna w Chmielnie swoją pracownię miał garncarz Hinc zm.w 1924 r. bracia Kręczkowscy: Władysław i Szczepan oraz duża rodzina garncarska -Adamczyków.

Franciszek Necel po przeprowadzeniu się do Chmielna początkowo pracował u Franciszka Kobieli w Kosach i Szymona Kręczkowskiego w Chmielnie. Około 1900r. ożenił się z Amalią Brzeską córką rybaka Jan Brzeskiego. Około 1907r. otworzył własny warsztat, w którym produkował naczynia podobne do tych, jakie wytwarzali pozostali garncarze w Chmielnie. Początkowo warsztat prosperował niezbyt dobrze gdyż, Fran­ciszka odrywały od niego inne pasje na przykład muzykowanie w miej­scowej kapeli. Podczas I wojny światowej zamknął warsztat i pełnił funkcję wiejskiego listonosza.

Przełom w działalności Franciszka Necla nastąpił po I wojnie świa­towej kiedy to pod wpływem Teodory i Izydora Gulgowskich wznowił pro­dukcję garncarską lecz zaczął już wytwarzać ceramikę dekoracyjną, stopniowo ograniczając wyrób naczyń dawnego typu. Był to dobry pomysł. Franciszek w krótkim czasie opracował i wprowadził nowe własne motyw}- dekoracyjne i szeroką gamę kolorów. Stosował dwubarwne polewy np. kremowo-granatowe i barwne dekoracje. Nowa ceramika Franciszka Necla ma­jąca niewiele wspólnego z dawną rodzimą wytwórczością garncarską podobała się zarówno znawcom jak i odbiorcom. Odbiorcami byli przede wszy­stkim mieszkańcy miast, letnicy i uczestnicy wycieczek. Promowało ją też Towarzystwo Popierania Przemysłu Ludowego z siedzibą w Warszawie. W okresie międzywojennym ceramika Necla stała się synonimem ceramiki kaszubskiej.

Franciszek i Amalia Neclowie mieli 12 dzieci, z których połowa zmarła w dzieciństwie. Z synów pozostali Leon i Józef. A córek: Marta, Wanda, Helena i Joanna. Z synów właśnie najstarszy Leon /ur. w 1904 r./wykazy­wał talent do garncarskiego fachu. Leon uczył się zawodu od dziecka. Egzamin czeladniczy zdał w Kościerzynie w 1926 r. z wyni­kiem dobrym, co było rzadkością. Komisja egzaminacyjna była bardzo wy­magająca i rzadko, kto uzyskiwał tak dobry wynik. Jednak Leon nie od razu polubił garncarski rzemiosło.

Leon początkowo nie chciał zostać garncarzem, gdyż nie znosił zapachu gliny, ani nawet widoku półek ze schnącymi naczyniami, które po sufit wypełniały warsztat. Przełamał swoje opory, kiedy zobaczył swoje wzory po drugim wypaleniu wzorami i glazurą postanowił, że zostanie garncarz. Dyplom mistrzowski zdobył już po śmierci ojca w 1935 roku. Egzamin teoretyczny złożył przed komisją kwalifikacyjną w Grudziądzu, a praktyczy w warsztacie Władysława Meissnera w Kartuzach. Na egzaminie praktycznym pokazał co potrafi. Wytoczył dwa wazony, jeden duży o skomplikowanych kształtach i drugi mniejszy. Na obydwu namalował wzory i wypalił.

W 1935 roku przejął warsztat po ojcu. Był zdolnym i pracowitym garncarzem. Chętnie przyjmował odwiedzających jego warsztat i opowiadał o swojej pracy. B.Stelmachowska tak pisała o Neclach "Franciszek Necel strzegł zazdrośnie swoich "tajemnic" zawodowych. Ma zapytania o wzory, motywy, i kształty naczyń nie dawał odpowiedzi. Syn jego Leon Necel nie uważa za stosowne ukrywanie wzorów, motywów, terminologii garncar­skiej przed zwiedzającymi jego warsztat: za swoje osiągnięcia Leon Necel w 1937 roku otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi.

Wybuchła II wojna światowa. Leon zamknął warsztat i pracował począ­tkowo jako kierowca w Gdyni. Później został wcielony do Wermachtu. Wojnę skończył w niewoli amerykańskiej. Po powrocie za pieniądze uzy­skane za sprzedaż domu odziedziczonego po zmarłym bracie wyremontować warsztat i go uruchomił. Jednak nie miał środków na jego rozbudowę. Poza tym nie były to czasy sprzyjające rzemiosłu. W 1950r. warsztat Neclów przejęła Regionalna Spółdzielnia Pracy Rękodzieła Ludowego i Artystycznego "Cepelia".

Leon i jego żona Felicja z domu Młyńska mieli- troje dzieci: Eugenii Henrykę i Ryszarda. Ryszard ur.w 1940 r. rzemiosła uczył się w rodzinnym warsztacie. Gdy "Cepelia" przejęła i przystosowała warsztat do seryjne produkcji został w nim zatrudniony jako pracownik. "Cepelia" bazowała w obydwu swoich zakładach /Chmielnie i w Kartuzach/na wzornictwie wypracowanych przez Neclów - ograniczyła jedynie paletę barw. Nie stosowano już ze względów oszczędnościowych zapewne barwnych polew, jedynie bezwarwną glazurę ołowiową podkreślającą ceglastoczerwony kolor palonej gliny. W' "Cepelii" pracowała też Felicja Neclowa - matka Ryszarda, żona Leona. Leon zmarł w 1968 r. W 1979 r. Ryszardowi udało się odzyskać warsztat. Przyjął uczniów, zatrudnił pracownika i prowa­dził samodzielną działalność. Nie miał kłopotów ze zbytem wyrobów. Do Chmielna latem sciągają rzesze wczasowiczów i turystów którzy wykupowali całą produkcję warsztatu. Poza tym swoje wyroby dostarczał do "Cepelii” Praca w "cepelii" wywarła piętno na wytwórczości Ryszarda. Po usamo­dzielnieniu się wytwarzał wyroby takie jak przedtem w "Cepelii". Je­dynie czasem dla zaprzyjaźnionych osób lub zagranicznych turystów robił dzbanki, talerzyki, filiżanki z kremową lub granatową polewą.

Warsztat prosperował dobrze do początku lat 90-tych. Zmiany polity­czne i gospodarcze,jakie nastąpiły w tym okresie odbiły się negatywni na rękodziele ludowym. Wysokie ceny energii elektrycznej używanej do ogrzewania pieców garncarskich uczyniły produkcję ceramiki nieopłacalną. Załamał się rynek zbytu. Zubożenie społeczeństwa, napływ zagranicznych wyrobów plastikowych spowodowały, że wyroby garncarskie nie znaj­dowały już nabywców. W tej sytuacji Ryszard Necel zamknął warsztat, rozchorował się i w 1993r.przeszedł na rentę. W tym samym roku wspólnie z działaczami Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Chmielnie na jednej kondygnacji warsztatu Neclów otwarto Muzeum Ceramiki Neclów. Ryszard pełnił w nim rolę przewodnika. Pokazywał też proces toczenia na kole garncarskim. Zmarł w 1996. Pogrzeb miał skromny. Ryszard nie założył rodziny nie miał komu przekazać warsztatu. Wykształcił jednak grono uczniów. Jednym z nich jest siostrzeniec Karol Elas z Łapalic. On to postanowił wspólnie z ojcem i bratem przejąć warsztat. Aby podkreślić swoje związki z Neclami przyjął nawet panieńskie nazwisko matki i podpisuje się obecnie Karol Elas-Necel. Tradycja garncar­skiej rodziny Neclów będzie kontynuowana.

Neclowie są najbardziej znanym rodem garncarskim na Pomorzu. Przyczynił się do tego ich niekwestionowany kunszt garncarski, a także umiejętność dostosowania się do zmieniającej się rzeczywistości i wymagań odbiorców a także umiejętnie tworzona legenda. Neclowie jako pierwsi spośród garncarzy zastosowali już w okresie międzywojennym pieczątki do sygnowania swoich wyrobów "Opatentowali" też niejako stosowane przez siebie motywy dekoracyjne. W dawnej sztuce ludowej motywy zdobnicze były własnością wspólną twórcy i osób które je powielały. Sztuka była anonimowa. Neclowie zerwali z tą tradycją. Jak mówią niektórzy wręcz zawłaszczyli i przypisali sobie autorstwo motywów które wcześnie były powszechnie znane i stosowane. Tego dylematu już chyba nie da się rozwiązać ,gdyż zachowało się zbyt mało przykładów XIX wiecznej ceramiki ludowej.

Neclowie byli bardzo często odwiedzani przez dziennikarzy, którzy napisali o nich bardzo dużo artykułów i relacji. Nikt jednak wcześnie nie sięgnął do źródeł i dokumentów aby zweryfikować niektóre fakty.

Oprócz Neclów w Chmielnie mieszkał też drugi ród garncarski a mianowicie Adamczykowie. Adamczykowie wywodzili się z Chmielna przez pokolenia mieszkali w tej miejscowości. I tak Józef Adamczyk /1841-1908/ garncarstwa uczył się u Sielkego w Kartuzach. Jego dwaj synowie Jan /1878 -1951/ i Antoni /1869 -1956/ byli również garncarzami i obydwa prowadzili pracownie. Wykonywali ceramikę użytkową dekorowaną własnymi wzorami. Garncarstwem zajmowali się także trzej synowie Jana: Kazimierz, Leon i Józef.

Kazimierz/1911-1986/ garncarstwa uczył się w ojcowskim warsztacie Nie założył nigdy własnego warsztatu. Pracował początkowo u ojca, na­stępnie u brata Leona a w 1954 przeszedł do pracy w "Cepelii" w Chmielnie, która powstała na bazie warsztatu Necla.

Leon /1905-1994/ podobnie jak brat uczył się u ojca. Egzamin czeladniczy zdał w Grudziądzu w 1930 r., natomiast egzamin mistrzowski zdał przed Izbą Rzemieślniczą w Gdańsku w 1955 roku. W 1934 roku ożenił się z Martą Sznaza, córką rolnika z okolic Chmielna. W latach 30-tych wybudował własną dużą pracownię garncarską. Pracownia ta istnieje w Chmielnie do dzisiaj przy ulicy Garncarskiej.

Leon Adamczyk glinę do produkcji początkowo czerpał: z miejsca położonego pod górą powyżej swojego warsztatu. Ściągano ją wtedy "szlupami" /specjalnymi saniami/.Brał także glinę od Makurata z Chmielna i z Grzybowa. Po niebieską glinę która po wypaleniu dawała kolor biały jeździł aż pod Lębork.

W czasie II wojny światowej w warsztacie robiono doniczki dla nie­mieckich ogrodników z Gdańska. Po wojnie warsztat działał nadal. Leon Adamczyk w swoim warsztacie zatrudniał trzech pracowników: Kostucha, Flisikowskiego i Richerta. Dwa ostatni pracowali po 20 lat. Leon i Marta Adamczykowie mieli trzech synów: Franciszka, Jerzego i Kazimierza. Ten pierwszy /ur. w 1936r./ uczył się rzemiosła od ojca i razem z nim pracował w warsztacie. Zdobieniem naczyń natomiast w okresie powojennym zajmowała się synowa Jadwiga z domu Brzeska, której ojciec Władysław Brzeski pracował u Necla .Brzescy byli spokrewnieni z Neclami gdyż Franciszek Necel ożenił się z Amalią Brzeską. Jadwiga znała dobrze ornamenty stosowane przez Neclów gdyż dom ich sąsiadował z domem Neclów i często bywała w dzieciństwie w ich warsztacie. Oprócz wzorów neclowskich stosowała też wymyślone przez siebie wzory kwiatowe.

Leon w swoim warsztacie wytwarzał dzbanki, lichtarze, popielniczki, i dużą ilość doniczek do kwiatów. Swoje wyroby woził na targi do Gdańska, Kościerzyny, Lęborka, Bytowa. Nie miał własnego środka lokomocji. Zazwyczaj wynajmował miejscowego rolnika Roberta Plichtę z wozem i koniem. Aby być rano w Gdańsku wyjeżdżano z Chmielna poprzedniego dnia pod wieczór. Podróż trwała całą noc. Powożono na zmianę.

Razem z Leonem pracował jego syn Franciszek. Lubił lepić z gliny kwiaty i zwierzęta. Ozdabiał nimi wykonywane dla siebie przedmioty.

Franciszek od początku lat 80-tych sam prowadził warsztat. Wykonywał takie przedmioty na jakie było zapotrzebowanie: świeczniki ,popielniczki oraz wazony. Na przykład robił małe wazoniki z czarną lub brązową polewą które kupowały zakłady pracy jako prezenty z okazji Mię­dzynarodowego Dnia Kobiet. Przede wszystkim produkował doniczki. Nie toczył ich już na kole garncarskim lecz przy pomocy specjalnej maszyny. W końcu lat 80-tych skończył się popyt na takie doniczki. Zostały one wyparte przez nietłukące się doniczki plastikowe. Franciszek rozchorował się i podobnie jak Ryszard Necel przeszedł na rentę. Warsztat Adamczyków stoi nieczynny. Franciszek nie założył rodziny. Mieszka w domu obok warsztatu z siostrą Elżbietą która także nie wyszła za mąż.

Trzeci brat Leona Józef /1907-1976 /pracował razem z ojcem i przejął po nim warsztat. Po śmierci ojca w 1951 r. prowadził warsztat ze szwagrem Janem Gańskim. Gański jest mężem siostry Gertrudy /ur. w 1919r. Gertruda wykazywała duże zdolności plastyczne. Lepiła w młodości gliniane ptaki,które następnie glazurowała i wypalała. Jej prace znajdują się w muzeach. Po wyjściu zamąż w 1954r. jedynie czasem pomagała mężowi i bratu w warsztacie. Józef Adamczyk razem ze szwagrem w 1957 pobudowali nowy warsztat w miejscu gdzie stał dawny warsztat Jana Adamczyka. Wyposażyli go w nowe maszyny i urządzenia. Warsztat prosperował dobrze. Józef Adamczyk i Jan Ganski wytwarzali przede wszystkim wazony, popielniczki i świeczniki. Produkował i też podobnie jak Leon Adamczyk doniczki. W końcu lat 80-tych skończył się popyt na tego typu doniczki. Także ceramika wytwarzana dotychczas w warsztacie wskutek upadku "Cepelii" która je rozprowadzała do sieci swoich sklepów nie znajduje nabywców. Gertruda i Jan Gańscy mają syna Ludwika /ur.w 1956/ który także uczył się rzemiosła garncarskiego. Zdał egzaminy czeladnicze i mistrzowskie. Przez pewien czas pracował z ojcem. Jednak na początku lat 90-tych poszedł do państwowej pracy. W ten sposób dwa warsztaty garncarskie w Chmielnie stoją nieczynne.

Garncarski ród Adamczyków nie ma kontynuatora. Ostatni z rodu Ludwik Gański, siostrzenic Józefa porzucił garncarski fach na rzecz pracy na państwowej posadzie.

 

Innym znanym ośrodkiem garncarskim na Pomorzu były Kartuzy. Do 1923 roku była to wieś. Kartuzy były mniejszym ośrodkiem garncarskim od Kościerzyny. W XIX i XX wieku swoje warsztaty w Kartuzach mieli: Herman Sternicki /zm. w 1892 r./ który początkowo wytwarzał tylko doniczki, a później też inne naczynia, Rudolf Sennert /1858 -1920 /. Najbardziej znane rody kartuskich garncarzy to Sielke i Meissnerowie.

Sielke to kaszubska rodzina rzemieślnicza wywodząca się z Kościerzyny. Garncarstwem zajmował się Jan Sielke /1825 -1895/ i Franciszek Sielke /1828-1892/.Jana nazywano "Jezus" gdyż należał do rady parafialnej kościoła w Kartuzach. Na Franciszka wołano zaś Wilhelm nie wiadomo z jakiego powodu. Garncarzami byli także ich synowie: Franciszek Leopold /1850-1894/ syn Jana i Wiktor Franciszek /1870 -1915/ syn Franciszka. Silkowie wytwarzali ceramikę użytkową o jasnobrązowej polewie zdobioną malowanym ręcznie ornamentem kwiatowym. Wykonywali też dużą ilość kafli piecowych. Były to kafle o wymiarach 22x21cm z ciemniejszymi nieregularnymi kropkami. Kafle te sygnowano "Sielke Carthaus". Niestety dzisiaj trudno ustalić znajdując te kafle, który z rodziny Sielke te kafle wykonał. Ich wyroby znane była na obszarze północnych i środkowych Kaszub.

 

Drugą znaną rodziną garncarską z Kartuz są Meissnerowie. Ród Meissnerów wywodzi się z Meklemburgii skąd przyszli na Pomorze w początku XIX. Tu w 1810r. urodził się Fryderyk Wilhelm Meissner, majster szewski wyznania ewangelickiego. W 1852 roku ożenił się z Caroliną Amalią Tonnert młodszą o 15 lat córką majstra stolarskiego. W 1856 roku urodził się im syn któremu dano imię Bruno Adolf Heinrich. Fryderyk Wilhelm zmarł w 1865r. a wdowa wyszła drugi raz za mąż za Polaka Szlagowskiego i przeszła na katolicyzm. Na katolicyzm przeszedł także jej syn Bruno.

 

Gdy Bruno miał 14 lat wysłano go na naukę zawodu garncarskiego do Chmielna do znanego mistrza Wilhelma Habanna, niemieckiego katolika, Bruno uczył się u niego w latach 1870 -1873, a następnie kontynuował naukę u Sennerta w Kartuzach. Po zdobyciu zawodu ożenił się z Marianną Mathea /1860 -1922/ katoliczką z Burchardztwa. Po ślubie około 1876 roku założył w Kartuzach własną pracownię. Wytwarzał w niej ceramikę użytkową miski, kubki, dwojaki, dzbanki. Nie był to dobry czas dla garncarzy. Blaszane i fajansowe naczynia fabrycznej produkcji wypierały coraz bardziej gliniane "statki". Około 1895r. Bruno zamknął warsztat i by utrzymać liczną rodzinę zajął się stawianiem pieców.

Marianna i Bruno Meissnerowie mieli sześcioro dzieci: pięciu synów Teodroa, Pawła, Władysława, Leona, Alberta i córkę Annę. Tradycje garn­carską kontynuował Władysław. Albert który nauczył się rzemiosła zduńskiego po I wojnie wyjechał do Niemiec i tam pozostał.

Władysław Meissner /1882-1968/ zawodu uczył się podobnie jak inni synowie garncarzy w ojcowskim warsztacie. Gdy ojciec zamknął pracownie kontynuował naukę u Jana Sielke w Kartuzach. Dyplom mistrza cechu zduńsko-garncarskiego uzyskał w Gdańsku w 1913 r. 8 lipca tego samego roku ożenił się z Martą Piepka /ur.w 1883 r./ ze Strzepcza. Ślub odbył się w Sopocie, gdyż rodzice zamożni gospodarze niechętni byli małżeństwu ich córki ze "zdunem" jak nazywano garncarzy. Wybuchła I wojna światowa Władysław został powołany do wojska. Po powrocie do domu pod wpływem rozmów z regionalistami a szczególnie Teodorą i Izydorem Gulgowskimi otworzył własny zakład garncarski. Początkowo zakład mieścił się przy dzisiejszej ulicy Jeziornej , potem w byłym tartaku i wreszcie w 1928 roku Władysław Kupił dom i dużą działkę przy ulicy Gdańskiej. Na działce tej pobudował nowy zakład. Dom który kupił Władysław pragnęła kupić gmina ewangelicka w Kartuzach z myślą o mieszkaniu pastora i biurach. Władysław ich ubiegł.

 

Zakład przy ulicy Gdańskiej był budynkiem piętrowym. Na piętrze mieściła się pracownia i suszarnia. Na dole zaś glazurownia, gliniarnia i piece. Władysław Meissner jako pierwszy spośród garncarzy pomorski zastosował piece o zwrotnym ciągu ognia, dzięki czemu temperatura w komorze pieca wzrastała równomiernie a sadza nie zanieczyszczała naczyń. Wprowadził też mechaniczną szlamiarnię, a glazurę do naczyń sprowadzał z Miśni. W nawiązaniu kontaktów na terenie Niemiec pomagał mu brat Albert mieszkający w Turyngii.

 

Warsztat W. Meissnera w szczytowym okresie rozwoju zatrudniał 22 osoby. Była to już mała manufaktura. Sam mistrz nie zajmował się już toczeniem naczyń lecz zaopatrzeniem w surowce, zbytem wyrobów i rozbudową zakładu. Nad procesem wytwórczym czuwał majster Adam Stępień.

 

Meissnerowie po reaktywowaniu warsztatu wytwarzali zarówno ceramikę użytkową jak i ozdobną, a później już tylko ozdobną. Bruno Meisner robił wazy dekorowane na przykrywie figurami zwierząt /niedźwiedź, pies/. Ceramikę Meissnerów wyróżniają przede wszystkim modelowane ręcznie kwiaty którymi dekorowano miski, wazy, wazony oraz zakręcane w ślimacznice małe uszka. Początkowo stosowano tylko białą polewę, z czasem rozszerzyli paletę o barwy brązową żółtą i niebieską.

Oprócz ceramiki zakład Meissnerów produkował też dużą ilość kafli piecowych. Część z tych kafli zdobiono malowanymi ręcznie motywami przeniesionymi z haftu kaszubskiego.

 

Marta i Władysław Meissnerowie mieli czworo dzieci: Klarę /ur . 1922, Alfonsa/1920-1988/,Marię /1916 i Roberta /1919

 

Maria zajmowała się zdobieniem naczyń. Jak zaobserwowali znawcy odwiedzający warsztat Meissnerów przed wojną miała duży talent plastyczny/Mieszkała w Kartuzach .W latach 80-tych wyjechała do Niemiec gdzie mieszka do dzisiaj. Rodzinną tradycję miał kontynuować syn Robert. Uczył się u ojca w zakładzie, ale chodził też do gimnazjum. Nie chciał pracować jako garncarz, gdyż wiedział że jest to ciężka praca.

 

Wybuchła II wojna światowa. Warsztat funkcjonował nadal, chociaż w ograniczonym zakresie. Robiono przede wszystkim doniczki i wazony.

W 1943 roku Robert i Alfons Meissnerowie podobnie jak wielu Polaków z Pomorza - zostali wcielenie do Wehrmachtu. W początkach l944r. Robert dostał się do niewoli amerykańskiej, a stamtąd do Armii Polskiej we Włoszech. Brał udział w walkach pod Bolonią. Po zakończeniu działań wojennych przez jakiś czas przebywał w Anglii, po czym wrócił do rodzinnych Kartuz. Tutaj musiał ukrywać się przed pracownikami Służby Bezpieczeństwa jako osoba podejrzana o szpiegostwo na rzecz -imperialistów. Początkowo pracował jako zdun. Później wziął pożyczkę i razem z ojcem uruchomił warsztat, w którym produkował doniczki. Miał umowę z kombinatem ogrodniczym Malinowo na dostawę doniczek. Jednak tzw. "domiary" i przepisy zakazujące przedsiębiorstwom państwowym zaopatrywania się u prywatnych rzemieślników spowodowały że Meissnerowie zamknęli warsztat. Wkrótce zakład ich przejęła "Cepellia". Robert początkowo został zatrudniony jako kierownik zakładu. Jednak okazało się że jako syn właściciela nie może być kierownikiem a zwykłym ro­botnikiem. Przeniósł się do cegielni w Somoninie, a ostatnie kilkanaście lat przepracował w PKP. Do zawodu nie wrócił nigdy.

Robert ma czworo dzieci. Jednak żadne z nich nie chciało znając doświadczenia ojca kontynuować rzemiosła garncarskiego czy zduńskiego.

 

Władysław Meissner zmarł w 1968 r. Przez ostatnich kilkanaście lat życia utrzymywał się z opłat jakie dawała mu "Cepelia" za wydzierżawienie warsztatu oraz zajmował się stawianiem pieców. Jego syn Robert ma emeryturę i mieszka w blokach. Dom rodzinny Meissnerów stoi nadal, z warsztatu pozostała zniszczona resztka.

 

Oprócz opisanych wyżej rodów ośrodków garncarskich ze środkowej części Pomorza, głównie z Kaszub należy też wspomnieć o innych rodach garncarskich. I tak silnym ośrodkiem garncarskim było Gruczno. Wieś położona w południowo -wschodniej części Pomorza niedaleko Swiec. Rozkwit garncarstwa na tym terenie miał miejsce w XVII i Xviii. W drugiej połowie XIX wieku garncarstwo tutejsze podobnie jak na całym Pomorzu zaczęło chylić się ku upadkowi. W końcu XIX wieku w Grucznie czynnych było jeszcze kilka warsztatów garncarskich. Najbardziej znaną rodziną garncarską w Grucznie byli Krzemkowscy. Franciszek Krzemkowski ur. w 1871r./ kupił garncarnię po Juliuszu Foersterze. We wsi tej miał także pracownię brat Franciszka Jan Krzemkowski. Franciszek Krzemkowski miał syna Bronisława /1901 1942/ którego nauczył garncarskiego fachu. Syn przez cały czas pracował razem z ojcem. Krzemkowscy glinę czerpaki z miejscowego złoża .Ponieważ była to tłusta glina mieszali ją z piaskiem. Produkowali zarówno ceramikę ozdobną jak i użytkową: misy, dzbanki, cedzidła, kubki do picia oraz kafle. Krzemkowscy posiadali duże uzdolnienia plastyczne czego dowodem są wykonane przez nich rzeźby gliniane. Franciszek Krzemkowski robił rzeźby lwów i baranki do dekoracji stołów wielkanocnych. Rzeźby te były glazurowane i wypalane. Natomiast jego syn Bolesław robił gliniane rzeźby przedstawiające M.Boską i Chrystusa przeznaczone do ołtarzyków domowych. Jest też autorem dużej rzeźby Chrystusa o wys.150cm. Garncarze byli nie tylko rzemieślnikami bardzo często byli też artystami. Warsztat Krzemkowskich został zamknięty w 1945r. wraz ze śmiercią Franciszka Krzemkowskiego.

 

Garncarstwo pomorskie było rzemiosłem a później rękodziełem specjalistycznym. Nie łączono go z uprawę ziemi. Było zawodem dziedzicznym co związane było z faktem dziedziczenia warsztatu i pieca garn­carskiego. Dzieci od najwcześniejszych lat pomagały w pracy garnca­rzowi podobnie zresztą jak żona. Nauka pobierana u ojca musiała być jednak potwierdzona urzędowym egzaminem czeladniczym złożonym przed komisją złożoną z mistrzów garncarskich.

 

Garncarstwo na Pomorzu rozwijało się dobrze do lat 80-tych XIX w., kiedy to wskutek napływu tanich wyrobów fabrycznych niezbędnych w gospodarstwie domowym wyroby gliniane wyszły z użycia. Spowodowało to upadek wielu warsztatów. Część z nich przestawiła się na produkcję kafli i usługi zduńskie. W początku XX wieku część warsztatów reaktywowano i zaczęto wytwarzać w nich ceramikę dekoracyjną. Dzięki czemu tradycje rzemiosła garncarskie przetrwały do dzisiaj. Po Ii wojnie światowej dawne warsztaty garncarskie ,ich właścicieli i pracowników przejęła "Cepelia”.

 

Garncarze cierpieli na choroby zawodowe. Dwie najpoważniejsze z nich to reumatyzm i ołowica. Siedząca praca przy kole garncarskim w zimnych zazwyczaj pomieszczenia i kontakt z mokrą gliną sprzyjał rozwo­jowi choroby reumatycznej. Chorobę tę znano. Drugą chorobę też znano Nazywano ją "chorobą od polewów". Dzisiaj nazywa się ją ołowicą. Cierpiało na nią przypuszczalnie wielu garncarzy. Jej przyczyną było sporządzanie w warsztatach garncarskich domowym sposobem glazury ołowiowej. Skła­dniki niezbędne do uzyskania glazury w tym tlenek ołowiu ucierano w warsztatach przy pomocy żaren takich jak do mieleni zboża. Większość naczyń była pokrywana glazurą ołowiową stąd też powszechność tej choroby.